Opuścił więzienie w okresie Wiosny Ludów i po krótkim pobycie w charakterze emisariusza w Galicji wyemigrował do Paryża. Pracował jako tłumacz przysięgły. Przez pewien czas mieszkał z generałem Karolem Różyckim. Był zaangażowany w działalność w kole towiańczyków. W powstaniu styczniowym miał wziąć udział w wyprawie na Poryck.
Zmarł tragicznie, rozstrzelany razem z Michałem Szweycerem przez żołnierzy wojska wersalskiego w czasie Komuny Paryskiej. „Jedną z najokropniejszych była egzekucja Rozwadowskiego i Szwejcera”, relacjonował Władysław Mickiewicz śmierć rodaków, oskarżonych o sprzyjanie komunardom; dowodem ich winy było zapalone światło, rzekomo znak dawany komunardom. Zwłoki rozstrzelanych przez dwa dni leżały na ulicy, potem Edmund Różycki (syn Karola) pochował je na cmentarzu w Bercy, a następnie Józef Alojzy Reitzenheim przeniósł do zbiorowego grobu na Père-Lachaise.
Rozwadowski uchodził za „człowieka cichego, pracowitego i «wyższego ukształcenia»” (K. Wyczańska). Jego osobę oraz Szweycera upamiętnił Teofil Lenartowicz w wierszu (Szweycera błędnie nazywając Ludwikiem).