Żyd uradowany, wziąwszy sukno, wynurzywszy wdzięczność i uścisnąwszy nogi swego dobrodzieja znikł w tłumie i już odtąd nie było słychać o nim. W parę miesięcy później cóż się okazuje… Szlachta mieszkająca na wsi a trudniąca się gospodarstwem miała zwyczaj klucze do spichlerza wieszać na kołku w swej sypialni. Dlatego zwykle wstając do dnia ekonom musiał się meldować Panu, odebrać dyspozycje czynności, wziąć klucze, jeśli mu były potrzebna, zdać raport nocny i pytać o rozkazy. Ddy wszedł ekonom do Ostaszewskiego, pierwsze było pytanie jego: - Czy nie wiesz Wać Pan, dlaczego tej nocy tak psy ujadały? Może to złodzieje, a może wilki przechodziły? – Jużci zapewne wilki Panie, bo dwa razy wychodziłem, a nic dostrzec nie mogłem. Po pogadance i odebranej dyspozycji wyszedł. Tymczasem zaczęło świtać. Wraca powtórnie ekonom i melduje, że Żyd jakiś wisi obok dworu pod mostem. Ostaszewski już był wstał, bo dawniej i majętna szlachta nie rozlegała się tak jak teraz do późna w dzień, wyszedł dla obejścia gospodarstwa, przytem przyszła mu ciekawość zobaczyć Żyda. Przychodzi do wskazanego miejsca i widzi, że wisielcem jest ten sam Żyd, któremu kupił sukna i w tej opończy ubrany.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Michał Ostaszewski · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.