Nie decydując się na próbę opanowania umocnionej dwa lata wcześniej siedziby księcia krakowskiego, wódz Mongołów podjął akcję zaczepną, wysyłając silne oddziały w kierunku Bytomia. Ruch wojsk mongolskich miał na celu rozpoznanie sytuacji na granicy Śląska i Małopolski oraz wszczęcie akcji zaczepnej skierowanej przeciwko ewentualnej odsieczy książąt wrocławskich. Ostatecznie szlakiem na Brzeźnice i Jasło, prowadząc jeńców i bogate łupy, armia mongolska pod koniec marca 1260 roku opuściła Małopolskę.
Nagły atak Burundaja oraz jego perfekcyjne manewry uniemożliwiły szybką mobilizację ludności polskiej. Szacowana ilość ewentualnie zmobilizowanych sił polskich nie przekraczała 3 tys. zbrojnej jazdy i około 6 tys. piechoty. Dysproporcja sił była tak duża, że jedynym rozsądnym miejscem oporu stały się warowne grody i miasta. Otuchy też nie dawała postawa księcia krakowskiego Bolesława V Wstydliwego, który miast zabiegać o pomoc w ościennych dzielnicach lub też sam dawać przykład rycerstwu, schronił się wraz z żoną Kingą w Sieradzu.