W pierwszej połowie XX wieku na potrzeby fotografii opracowano bezpieczniejsze od płonącej magnezji źródła światła. Cienki drucik z magnezu (lub z aluminium) umieszczano w zamkniętej bańce szklanej napełnionej tlenem. Drucik stykał się z dwoma przewodami, wyprowadzonymi na zewnątrz bańki, tworząc w ten sposób niewielką żarówkę. Podłączenie przewodów do źródła prądu, na przykład zwykłej baterii, błyskawicznie rozgrzewało drucik do temperatury zapłonu. Inicjowało to miniaturowy wybuch w bańce: cały drucik spalał się, będąc na krótką chwilę (około 1/30 sekundy) źródłem jaskrawego światła. Po wykorzystaniu „żaróweczka” nie nadawała się już do powtórnego użycia.

W drugiej połowie XX wieku opracowane zostały lampy wielokrotnego użytku, w których jako źródło światła wykorzystano zjawisko fizyczne inne niż utlenianie. Chociaż stosowana w nich lampa ksenonowa nazywa się popularnie „palnikiem”, to trwający około 1/1000 sekundy błysk jest rezultatem wyładowania elektrycznego w lampie wyładowczej, a nie żarzenia lub spalania się czegokolwiek. Energia impulsu świetlnego dostarczana jest z naładowanego do kilkuset woltów kondensatora, w którego obwód włączone jest uzwojenie pierwotne transformatora impulsowego.