W tym samym batalionie służbę pełnił Kazimierz Brończyk, były podoficer I Brygady Legionów Polskich, który negatywnie i subiektywnie odniósł się do swego ówczesnego przełożonego pisząc, że „Dowódcą „zapasówki”, liczącej ponad 4 tysiące ludzi był ppłk hr. Z. o pięknym polskim nazwisku i imieniu, ale nie umiejącym ponoć słowa po polsku, jako że urodził się na Węgrzech i był żonaty z Węgierką. Uważał się chyba za Niemca-Austriaka. Żołnierze nie lubili go serdecznie. Na froncie spisywał się, jak mi opowiadano, niezbyt dzielnie, więc przeniesiono go na tyły i teraz tu w Lublinie grozę, jakiej nie umiał szerzyć w szeregach nieprzyjaciela, siał wśród własnych żołnierzy, ażeby utrzymać dyscyplinę, załamującą się coraz bardziej w tych ostatnich miesiącach wojny. Stosował przewidziane w regulaminie, ale już nie praktykowane od kilku lat tortury, takie jak „Anbinden” (przywiązywanie do słupka w ten sposób, że delikwent dotykał ziemi tylko końcami palców) oraz „szpangi” (Schpangen) (coś jakby dyby, tylko na stojąco), zamykał do „einzla” (samotnego aresztu), ogłuszał krzykiem, a nade wszystko toczył straszliwie oczyma, ruszając przy tym rytmicznie pokaźnymi wąsami, zaczesanymi pod ostrym kątem do góry, jak u Kajzera Wilhelma.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Zdzisław Załuski · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.