Kiedy Farrago podejmuje rozpaczliwą próbę ucieczki i odebrania kluczy św. Piotrowi, ten w chwili słabości wypowiada słowa Chrystusa: Panie mój, czemuś mnie opuścił!
Błyskawica powala na ziemię Wiktora. Św. Piotr ośmiela się zarzucić samemu Bogu, iż nie uratował swego Syna - „Ekscelencja sam udawał”. Bóg Ojciec milczy. Potem mówi, iż tak miało się stać. Można jednak dostrzec jak wiele ta sytuacja go kosztowała. Jego ojcowska miłość jest zwyczajnie ludzka.
Kiedy Farrago odzyskuje przytomność, nie wie, iż wkracza w inną sytuację. Nie ma pojęcia, o tym co stało się przed chwilą. Podejmuje znów swoją obronę, lecz inaczej. Wydaje się być w uniesieniu, jakby natchniony, nazywa siebie jednym, ale w dwóch osobach. Przy szyderstwach św. Piotra, opowiada o swojej samotności na scenie, kiedy zapalają się światła na widowni i zaczyna grać. Mówi o tekście autora i o pojedynczych słowach, którym nadaje sens i byt. Równocześnie Bóg Ojciec zaczyna sobie przypominać, jak stworzył świat. Farrago oddaje ciało swej postaci, Bóg stwarza człowieka na swój obraz i podobieństwo. Ten ponowny akt tworzenia, akt Farrago i Boga jest mistycznym momentem, pełnym ładu i harmonii.