Raz jeszcze o „Jak daleko stąd, jak blisko”, [w:] Kino według Alicji, pod red. W. Godzica i T. Lubelskiego. Kraków: Wydawnictwo Universitas, 1995, s. 207.. Ową ideę pojednania podkreśla ekumeniczny epizod wileński, kiedy reżyser ukazuje trzy wspólne obrządki: prawosławny ślub, żydowski pogrzeb oraz katolicką procesję.

Krytycy nazywali film Konwickiego „popisem kreacyjnych możliwości kina”Tadeusz Lubelski: Historia kina polskiego..., s. 335., bez precedensu w kinie światowym. Zdarzenia w Jak daleko stąd, jak blisko nie mają czytelnej chronologii, miejsce akcji ulega ciągłym zmianom. Fabularność filmu jest wątpliwa, jego istotą są bowiem nie tyle zdarzenia, co ludzka pamięć, chaotyczna, nieuporządkowana, oraz uporczywe wracanie do przechowywanych w niej epizodów, motywów, zdarzeń, osób. Jak pisała Alicja Helman, w Jak daleko stąd, jak blisko „nie ma w ogóle rzeczywistości pojmowanej jako punkt odniesienia dla manipulacji z przestrzenią, czasem, pamięcią i wyobraźnią”.

Zdjęcia Piotrków Trybunalski, Warszawa, Łódź, Otwock.