Wysiedleńcom pozwalano zabrać ze sobą wyłącznie pieniądze w kwocie do 30 pengő (ekwiwalent 6 dolarów), a także żywność na trzy dni oraz niewielką ilość przedmiotów osobistych. Zgodnie z wytycznymi KEOKH transporty były kierowane do przygranicznej wsi Jasina w Karpatach. Stamtąd wysiedleńcy byli przewożeni do Kołomyi, a następnie – przez Horodenkę i tereny nad Zbruczem – doprowadzani pieszo do Kamieńca Podolskiego. Część trafiła również do innych miejscowości, m.in. do Stanisławowa, Kołomyi, Nadwórnej oraz mniejszych miasteczek i wsi w przedwojennym województwie stanisławowskim.

Węgierskie władze obiecywały wysiedleńcom, że na „wyzwolonych terytoriach” czekają na nich praca i mieszkania. W rzeczywistości deportacje były przeprowadzane w sposób chaotyczny i brutalny. Węgierscy żołnierze i żandarmi często okradali wysiedleńców z pieniędzy i bagażu. Nagminne były przypadki, gdy transporty zatrzymywano w lasach, na polach lub w położonych na uboczu wsiach, po czym deportowanych pozostawiano własnemu losowi. Błąkający się po okupowanych terytoriach Żydzi byli atakowani przez ukraińskie bojówki, które dopuszczały się mordów, gwałtów i rabunków.