Całe wyposażenie świątyni wywiózł z Wojsławic prawosławny duchowny.
Porzucona cerkiew została zaadaptowana na magazyn środków chemicznych, następnie składowano w nim paliwa i smary. Przechowywane w obiekcie substancje doprowadziły do zniszczenia zabytkowych fresków. W tym samym czasie zniszczone zostało ogrodzenie otaczające teren cerkiewny oraz prawosławny cmentarz. W dzwonnicy świątyni, na dolnej kondygnacji, urządzono sklep, a następnie poczekalnię PKS. Następnie dzwonnica została całkowicie porzucona.
Od lat 60. XX wieku w obiekcie znajdował się magazyn muzealny. Zmiana przeznaczenia budynku nie przełożyła się na większą dbałość o jego stan techniczny, resztki fresków nadal ulegały degradacji. W latach 80. XX wieku niszczejącą świątynią zainteresowały się lokalne władze, które postanowiły do 1990 doprowadzić ją do takiego stanu, by ponownie mogła zostać otwarta do celów kultowych. Remont budowli podjęto jednak dopiero w latach 90. XX wieku, w dodatku został on przerwany z powodu braku funduszy. W czasie nieudolnie prowadzonych prac ostatecznie zniszczono freski Olechwiera, a ze świątyni zdjęto tynk. W latach 90. XX wieku w odniesieniu do świątyni zaczęto posługiwać się wezwaniem Kazańskiej Ikony Matki Bożej, które pierwotnie nosiła zniszczona w 1938 drewniana kaplica prawosławna przy ulicy Grabowieckiej.