Indyjski 11 września Trzy miesiące po wstrząsie, jakim dla świata był zamach na World Trade Center, 13 grudnia 2001 roku Indie przeżyły własny szok – w Nowym Delhi zaatakowano serce kraju – gmach indyjskiego parlamentu. W samobójczym zamachu zginęło 5 terrorystów i 11 osób (w tym komandosi, kamerzysta TV). To zdarzenie zakończyło (rozpoczęte dwa miesiące wcześniej po ataku na kaszmirski parlament) dyskusje nad sensownością wprowadzenia prawa antyterrorystycznego. Uprzednio obawiano się, że może być ono nadużywane w stosunku do mniejszości muzułmańskiej. Nie chciano, aby walka z terroryzmem została odebrana jako inicjowanie domowej wojny religijnej. Jednak po zamachu na Parlament Indii nastroje zmieniły się. Kilka godzin po zamachu premier Vadźpaji ogłosił w telewizji:

To nie był tylko atak na ten gmach; to było ostrzeżenie dla całego narodu. Podejmujemy wyzwanie.

Ze strony Sricanda Kripalani polityka z rządzącej wówczas Indiami Indyjskiej Partii Ludowej padły jeszcze twardsze słowa: Rząd powinien zrobić to, co Ameryka zrobiła w Afganistanie, a Izrael w Palestynie. Nie powinien się wahać przed zaatakowaniem Pakistanu.