Niemcy uważali te ziemie za rdzennie niemieckie, czyli bardziej bezpieczne, i nie przypuszczali, że po wojnie znajdą się w granicach Polski.

Anton Dalmus, główny energetyk budowy Riese, który po wojnie pozostał na Śląsku w Głuszycy i Prudniku, współpracował z polskimi władzami i często udzielał wywiadów. W 1947, kiedy oprowadzał po podziemiach Riese Zbigniewa Mosingiewicza, dziennikarza „Słowa Polskiego”, utrzymywał, że „od strony Modrzewka planowano wejście do kwatery głównej Hitlera, od Chałup – dla Goebbelsa i jego sztabu, z Walimia zaś do sztabu Wehrmachtu”. Na pytanie, czy plotki o mającym tu powstać atomowym miasteczku są prawdziwe, Dalmus miał zareagować gwałtownie: „Czerwona twarz Dolmussa robi się miejscami blada, a szare stalowe oczy przykrywają się powiekami. Łapie się za twarz nerwowym ruchem, jakby chciał odepchnąć nasze pytanie i dopiero po dobrej chwili zaczyna mówić. – Nie, to nie jest prawda (...)”. W sprawozdaniu z innej wyprawy, w której wziął udział Dalmus, napisano: „Mój informator był bardzo powściągliwy. Dowiedziałem się tylko, że obiekt miał służyć jako schron dla sztabu niemieckiego i żołnierzy w ilości około 40 000 ludzi.