Epeisodion I. Orestes słuchający z ukrycia rozpoznaje siostrę, gra jednak na zwłokę. Uspokaja przestraszoną Elektrę, podając się za posłańca brata. Elektra przypomina sobie, że żyje jeszcze stary piastun Orestesa, który z pewnością by go rozpoznał. Na prośbę chóru opowiada o prowokującym zachowaniu morderców, o ich wystawnym życiu i swojej nędzy. Oskarża Ajgista o to, że znieważa grób Agamemnona, czym bardzo rozjątrza rzekomego posłańca. Powracający z pola wieśniak zaprasza na poczęstunek. Orestes wygłasza pochwałę prostego człowieka, którego cnotę przeciwstawia przewrotności ludzi pyszniących się swoim rodem i bogactwem. Tylko tacy ludzie, jego zdaniem, najgodniej mogą rządzić w kraju i w domu. Wieśniak wychwala prawdziwą szlachtę, która poprzestaje na małym, a swą wartość ujawnia poprzez gościnność i opiekę nad chorymi przyjaciółmi. Po wejściu do chaty, Elektra, zawstydzona pustkami w spiżarni, posyła męża do starego piastuna Orestesowego po żywność. Chór śpiewa o zbroi, którą Hefajstos wykuł dla Achillesa i dokładnie opisuje tarczę.