Żadnych turystów. Rajnfelda odnalazłem bez trudu, choć nie miałem adresu, bo przecież miasto, ściśnięte swoimi murami, jest malutkie. Mieszkał w pensione za murami z jakimś jasnowłosym Anglikiem, też malarzem, jak mi się zdaje. [...]Pamiętam ten wieczór z Rajnfeldem i jego przyjacielem w ogródku ich pensione. Piliśmy wino, patrząc w ciemność pełną świetlików latających nad parowem i nad winnicami. Rajnfeld, czarnowłosy, z okrągłą twarzą, wydał mi się ujmujący i radosny. Właśnie ta radosność [...] pozostała w moim wspomnieniu.Podczas tej samej podróży do San Gimignano zwiedziłem Orvieto, to znaczy katedrę stojącą pod miastem na łące z bujną trawą, która sięgała aż do marmurowych schodów. Oglądany tam fresk Signorellego Przyjście Antychrysta był na czasie i miał wywrzeć na mnie trwały wpływ.Gdyby Rajnfeld został we Włoszech, pewnie by się uratował.Czesław Miłosz: Abecadło Miłosza [wyd. pełne]. Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2001, , hasło: Rajnfeld, Józio, s. 262–264. Cytat zaczerpnięty ze strony swiatzielonookiej.blox.pl, dostęp 2009-08-20.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Józef Rajnfeld · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.