Byłem na tym meczu, widziałem go dokładnie. Niebiescy grali z pasją, ambitnie, a gwardziści spokojnie, na zimno wybijali ich z rytmu, groźnie kontrowali. Po jednym z wypadów Baszkiewicz zdobył prowadzenie dla warszawian. I dalej byliśmy świadkami mądrej taktycznie ich gry, zwalniania tempa. Na nic wysiłki Cieślika, Suszczyka i kolegów. Wreszcie na kilka minut przed końcem przy dość biernej postawie obrońców Kubicki wyrównał. Remis intronizował bytomian. Było dla mnie jasne, że Gwardia grała dla bytomian. To wyrównanie było w planie. Gwardia grała w ostatnim meczu z Ruchem dla Polonii. Po meczu wracałem do Warszawy tym samym pociągiem, co gwardziści. Ich trenerem był Edward Brzozowski, były reprezentant Polski, świetny strateg. Po starej znajomości wyjawił mi, że celem tego meczu był remis. Nie powiedział ile z tego wyciągnęli korzyści. Ale za darmo to nie było... Sądzę, że po 35 latach mogę to ujawnić. Tym bardziej, że zremisować z Ruchem na jego stadionie nie było rzeczą łatwą. Pan Edward żartował wówczas, że trudniej im było stracić bramkę, niż strzelić!