Stwierdza jednak, że sytuacja Ukrainy musi się zmienić - pojawią się ludzie, którzy staną do walki o wolność nie tylko Ukraińców, ale wszystkich Słowian. Wspomina o "Kozaku", który w cerkwi dał w twarz Bezrukiemu, choć wiedział, że zostanie za to skazany na katorgę. Następnie poeta wspomina o niezliczonych zbrodniach Mikołaja I, tysiącach zesłańców na Syberię, nazywa cara zbirem i zabójcą prawdy. Wreszcie buntuje się przeciw Bogu. Zarzuca mu, że nie widzi tragedii "najświętszych niewolników" - tych, którzy buntowali się przeciw caratowi i zostali za to skazani na wieloletnie więzienie na Syberii, nie ingeruje w ich los, pozwala kolejnym carom na spokojne życie. Zapowiada jednak, że to on, poeta, stanie na czele buntu ludzi do tej pory gnębionych przez carat. Myśl ta najprawdopodobniej miała być rozwinięta w dalszej części utworu, nigdy nienapisanej. Zachowane notatki Szewczenki pozwalają również stwierdzić, że w dalszej części utworu miał pojawić się ustęp stanowiący poetycki hołd dla dekabrystów, o których autor wiele czytał w czasie swojego pobytu w Niżnym Nowogrodzie.