Pocisk Minié, dzięki mniejszej średnicy, można było załadować do broni bez wysiłku – dopiero podczas strzału ciśnienie gazów prochowych, oddziałujące na wklęsłe dno pocisku, powodowało jego rozszerzenie i wpasowanie w gwint lufy. Dzięki temu większa część energii gazów przekazywana była pociskowi, który nabierał dużej prędkości wylotowej. W połączeniu ze stabilizującym działaniem ruchu śrubowego zwiększało to nie tylko zasięg skutecznego ognia, ale i jego celność.
W czasie wojny krymskiej Brytyjczycy regularnie prowadzili celny ogień na dystansie ok. 370 m (sporadycznie nawet 700 m). Dla porównania: gładkolufowy muszkiet z początku XIX wieku pozwalał na trafienie pojedynczego człowieka z odległości ok. 50 m, a na odległość powyżej 200 m nie zalecano ostrzeliwać nawet dużych celów, takich jak szereg piechoty, wobec nikłego prawdopodobieństwa trafienia celu.
Rany postrzałowe zadane nowymi pociskami były dużo cięższe niż z broni gładkolufowej, a uporczywe trwanie dowódców przy taktyce piechoty liniowej – walczącej w szyku i bliskości wobec przeciwnika – w zestawieniu z upowszechnieniem amunicji nowego rodzaju przyczyniło się do znacznych strat, nie tylko śmiertelnych, ale także ogromnej liczby amputacji kończyn wśród żołnierzy.