Po drodze sołtys napotkał jednak kierującego akcją oficera, który odwołał poprzednie polecenie i rozkazał mu powrócić do domu.
Przez kilka godzin Niemcy nie podejmowali żadnych działań, ograniczając się pilnowania zatrzymanych. Adamowi Kowalskiemu pozwolono nawet nakarmić bydło. Sytuacja uległa diametralnej zmianie wczesnym popołudniem. Około godziny 13:00 małżeństwo Kosiorów wraz z dziećmi i schwytanymi Żydami zostało wyprowadzone z domu i pognane do stodoły. Następnie żandarmi rozstrzelali wszystkich zatrzymanych, a budynek podpalili. Jeden z synów Kosiora, prawdopodobnie tylko lekko ranny, zdołał wydostać się ze stodoły, a następnie wyminął niemiecki kordon i zaczął uciekać przez pole. Dysponujący samochodem żandarmi szybko go jednak schwytali, po czym żywego lub martwego wrzucili do płonącego budynku. Po zakończeniu egzekucji Niemcy gruntownie ograbili gospodarstwo.