Nastroje były napięte do tego stopnia, że w nocy wśród mieszczan zapadła decyzja o zaatakowaniu francuskiego garnizonu. Niczego się nie spodziewający i niemający złych zamiarów Francuzi zostali wymordowani zanim dzwony wybiły na jutrznie. Wydarzenie to jest nazywane jutrznią brugijską albo Dobrym Piątkiem. Mieszczanie zorientowali się, że znajdują się w bardzo niebezpiecznej sytuacji i pilnie potrzebują sojuszników.

Drugi wjazd do Brugii Wilhelm szybko dowiedział się o tym co się wydarzyło w Brugii. Zabrał należącą do Gwidona I de Dampierre zbroję i miecz, którą przechowywał senior zamku Moerzeke. Wkraczając 23 maja do miasta kazał je nieść przed sobą jako znak, że jego celem jest uwolnienie i przywrócenie władzy prawowitego hrabiego Flandrii. Niedługo po nim do miasta przybył również Gwidon de Namur. Wilhelm mianował siebie gubernatorem Brugii, co powiększyło jeszcze sympatię mieszkańców miasta do niego. Był on hojnie przez nich obdarowywany przez co ze średnio majętnego człowieka stał się w ciągu kilkunastu dni bogaczem. Jako że nie walczył o posiadłości dla siebie uznawano go za szlachetnego mściciela krzywd, jakie dotknęły rodzinę de Dampierre. Wilhelm, Gwidon de Namur i Piotr de Coninc szybko przystąpili do wyzwalania Flandrii.