W zamian d-ca dywizji obiecał Koroliewowi pełne wsparcie i osłonę Mi-24.

Rankiem 30 kwietnia o godz. 10.00 niepełny batalion (1 i 2 kompania – 220 ludzi) dwiema kolumnami po obu stronach rzeki Hazary rozpoczął marsz w głąb doliny. Nie posiadał osłony od strony gór ani z powietrza, ponieważ obiecane przez gen. Łogwinowa śmigłowce z niewiadomych przyczyn nie dotarły. Po przeczesaniu pierwszego kiszłaku (Meliwa), około południa oddział wyszedł na nieduży płaskowyż, gdzie dostał się w huraganowy ogień z broni strzeleckiej i moździerzy. Zajmujący dogodne pozycje na wzgórzach mudżahedini, prowadząc z trzech stron ogień krzyżowy, zaczęli zadawać Rosjanom dotkliwe straty. Dowódca batalionu idący na przedzie kolumny poległ w pierwszych minutach walki. Ogień snajperów szybko unieszkodliwił też większość oficerów (w sumie poległo ich 12). Po dwóch godzinach śmigłowce w końcu przybyły, jednak ostrzelane przez mudżahedinów z broni wielkokalibrowej – odleciały. Pojawiała się też para Su-25, jednak ich nalot nie uczynił większych szkód atakującym, którzy skryli się w licznych niedużych jaskiniach i skalnych szczelinach. Pod koniec dnia, kiedy mudżahedini wobec zapadających ciemności przerwali ostrzał i zaczęli się wycofywać, batalion w pełni utracił zdolność bojową. Jego ewakuacja zajęła kilka następnych dni.