Zdobyczną maszynę zbadał jako pierwszy podchorąży Wiktor Trzeciakowski ps. „Tur” (według innych relacji był to podchorąży Ludwik Wyporek ps. „Miętus”). Polskich żołnierzy zaskoczył fakt, iż zdobyty pojazd nie przypominał żadnego znanego im niemieckiego wozu bojowego. Nie posiadał też żadnego uzbrojenia, lecz tylko radio. Dowódca batalionu kapitan Ludwik Gawrych ps. „Gustaw” oraz jego zastępca Włodzimierz Stetkiewicz ps. „Włodek” nakazali swoim żołnierzom zachować ostrożność i trzymać się z daleka od pojazdu. Podejrzewali, że jego porzucenie może być podstępem wroga, tym bardziej, że po utracie wozu Niemcy z niewiadomych przyczyn natychmiast wstrzymali ogień. Dowództwo postanowiło, że „Wiktor” (pełniący funkcję batalionowego pirotechnika) zbada zdobycz po zapadnięciu zmroku.

W międzyczasie, około godziny 17:00, inna grupa powstańców przejęła jednak pojazd, powołując się na rzekome polecenie dowództwa obrony Starego Miasta. Byli to prawdopodobnie żołnierze któregoś z powstańczych oddziałów zmotoryzowanych: dywizjonu motorowego „Młot” lub kompanii motorowej „Orlęta”.