Przekonany o swej sile i pewny talentu który pozwoli mu stać się sławnym, artysta wykrzykuje do zebranych: „Na stu domach wypiszę moje imię – nim połysieje moje czoło, nim posiwieją moje włosy!”.

Spojrzenie w oczy stojącego w kącie mistrza tańca sprawia, że poeta upada na podłogę, umierając na oczach przyjaciół.

Przerażony Józef próbuje uciec, jednak bezskutecznie – brama zatrzaskuje się przed nim z hukiem. Podąża więc za mistrzem. Najpierw trafiają do ulokowanego w kamienicy sklepu bławatnego, gdzie pod spojrzeniem mistrza umiera jedna z klientek, rujnująca męża wydatkami na wykwintne stroje. Kolejny przystanek to salon, w którym odbywa się bal. Tutaj umiera żona bogatego starca, kobieta wygodna i nieczuła.

Józef znowu próbuje się oddalić, niezdarnie wymawiając się brakiem czasu. Okazuje się jednak, że jego zegarek nie ma już wskazówek. Milczący mistrz prowadzi Józefa dalej w górę, na kolejne piętra kamienicy. W jednym z mieszkań ksiądz udziela umierającemu staruszkowi ostatniego namaszczenia. Żona starca czeka z ledwie ukrywaną niecierpliwością na jego śmierć, flirtując obok z kochankiem. Oczy mistrza kierują się na kobietę.