Karzeł nie znosił wina, które podniecało biednego kalekę niemal do szaleństwa, a szaleństwo nie jest uczuciem przyjemnym. Na jednym z przyjęć król prosi go o pomysł na zbliżający się bal przebierańców. Zmusza go do picia kolejnych kielichów wina, bo jak mówi rozjaśni ci we łbie. W końcu Trippetta, wstawia się za przyjacielem, prosi władcę o litość. Władca, zaskoczony jej śmiałością, odpycha ją od siebie i chlusta jej winem w twarz. Po chwili ciszy, w której słychać tylko zgrzytanie zębów karła, rozlega się jego śmiech, na co również rozweselony tyran wraca do tematu strojów na maskaradę. Żabi skoczek sugeruje im realistyczne wyglądające kostiumy „ośmiu skutych orangutanów”. Pomysł przestraszenia zgromadzonych gości przypada do gustu królowi i jego siedmiu ministrom. Przystają oni na propozycję błazna, by nosić trykoty obcisłe (…) otynkowane smołą i pokryte opierzeniem. W przebraniu, związani mężczyźni, zostają wprowadzeni do salonu na chwilę przed północą.