W odpowiedzi Lhasang okrążył klasztor i postawił ultimatum, w którym, w wypadku niewydania Gjałły Rinpocze jego wojskom, zagroził śmiercią wszystkim przebywającym w kompleksie osobom. Po rozmowie z mnichami Cangjang Gjaco zdecydował się oddać w ręce mongolskiego chana. Tradycyjne źródła tybetańskie podają, że złożył żegnającym go duchownym trzy obietnice: że nie pozwoli, by wyrządzono mu krzywdę, że nie opuści swojego ludu, a także, że wróci do kraju, ciesząc się dobrym zdrowiem. Gdy w towarzystwie eskorty opuszczał Lhasę, miał zapowiedzieć swoje następne wcielenie śpiewając:

Orszak kierował się powoli w kierunku północno-wschodnim, był często zatrzymywany przez tłumy pragnące uzyskać błogosławieństwo dalajlamy lub wysłuchać nauk.

Choroba i domniemana śmierć Po przyjeździe do miejscowości Dam Cangjang Gjaco zachorował. Jego stan pogarszał się z każdym dniem. W czasie postoju nad jeziorem Kuku-nor prawdopodobnie zmarł, być może na puchlinę wodną. Możliwe też, że został zamordowany przez konwojujących go żołnierzy. Jako jedyny dalajlama nie ma grobowca.