Pomagający ratownikom na lawinisku pedagog odszukał innego ze swoich podopiecznych, Łukasza, który był nieżywy.

W ciągu dnia na lawinisku pracowało 36 ratowników TOPR-u, w tym dwóch lekarzy i sześciu przewodników psów lawinowych, oraz piętnastu lub siedemnastu przeszkolonych pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego, wśród nich dyrektor TPN Paweł Skawiński. Wieczorem, w dniu zejścia lawiny, przerwano poszukiwania z powodu złych warunków atmosferycznych. W szczególności ratownicy nie uznali za możliwe penetrowania okolic Czarnego Stawu. Już w tym momencie wielu spośród nich było przekonanych, że pozostałe ofiary zostały pogrzebane pod jego lodem (taką opinię wyraził między innymi Adam Marasek, jeden z najbardziej doświadczonych ratowników); to przypuszczenie później okazało się w pełni słuszne.

Następnego dnia o godz. 6:00 wznowiono poszukiwania mimo trzeciego stopnia zagrożenia lawinowego. Tego samego dnia miała miejsce awaria śmigłowca „Sokół”, podczas której uległy wyłączeniu kolejno oba silniki śmigłowca. Załoga zdołała wyskoczyć ze statku powietrznego (z wysokości kilku metrów) w momencie zatrzymania się pierwszego silnika, a pasażerowie doznali tylko drobnych obrażeń. Podczas próby powrotu na lądowisko wyłączył się drugi silnik.