W 2016 roku król skorzystał ze swojego konstytucyjnego prawa do rozwiązania parlamentu (artykuł 99 punkt 5) z powodu impasu, do jakiego doszło po tegorocznych wyborach, kiedy żadna partia nie zdobyła poparcia umożliwiającego samodzielne sformowanie rządu, a miesiące rozmów między przywódcami partii nie przynosiły żadnych efektów (nawet nie wyznaczono konkretnego kandydata na urząd premiera). Wydarzenie to było o tyle znamienne, że pierwszy raz od demokratyzacji Hiszpanii skorzystano z możliwości zwołania nowych wyborów na mocy królewskiego dekretu.
W wyniku kryzysu związanego z katalońskim referendum niepodległościowym z 2017 roku król wygłosił 3 października 2017 przemówienie, w którym zdecydowanie potępił całe zajście. Podkreślał w nim nielegalność referendum i określił je jako przejaw „nieakceptowalnego braku lojalności”, a także zaznaczył, że doprowadziło ono do „erozji zaufania wewnątrz społeczeństwa samej Katalonii”. Zauważył również, iż referendum mogło być poważnym ciosem dla gospodarki całej północno-wschodniej Hiszpanii. Zdecydowane stanowisko króla, odbiegające od dotychczasowej normy, spotkało się z mieszanymi opiniami ze strony sceny politycznej, która podzieliła się na obóz przyznający w pełni rację Filipowi VI (Partia Ludowa, Obywatele – Partia Obywatelska) oraz obóz krytykujący (Unidas Podemos, ).