Następna scena ma miejsce w roku 1507, kiedy Luter jest już augustiańskim mnichem w Erfurcie. W tamtym czasie, będąc w klasztorze, stale zamartwia się wyobrażeniem obrazu Boga jako zawistnego i mściwego sędziego. Marcin jest wspierany przez Jana von Staupitza, starszego zakonnika, który jest jego opiekunem i mentorem. Ten mówi mu, aby patrzył na Chrystusa zamiast na siebie.

Później Luter dostarcza list od Staupitza do Rzymu, gdzie popada w kolejne rozterki widząc niegodziwy styl życia ludzi w tym mieście. Staje w kolejce, by przez chwilę zobaczyć czaszkę należącą rzekomo do Jana Chrzciciela oraz zakupuje odpust za grzechy dziadka. Wkrótce zaczyna wątpić w ważność takiego odpustu.

Po powrocie do Niemiec zaczyna mówić w swoim zgromadzeniu, że Bóg jest nie tylko Bogiem karzącym, ale jest przede wszystkim Bogiem miłosiernym. Miłość Boga i jego przebaczenie jest daleko więcej cechą Boga niż obraz sprawiedliwego, ale surowego sędziego wymierzającego tylko kary.