Ksenofont, uczestnik wyprawy, odpowiedział posłom, że Kotyoritowie są sami sobie winni, a także, że zaprzeczył w sprawie użycia przemocy. Natomiast na groźbę dobrania sobie Korylasa i Paflagończyków na sprzymierzeńców, stwierdził, że będą Grecy walczyć z oba przeciwnikami. Dodał do tych słów jeszcze groźbę: Lecz jeśli uznamy za stosowne uzyskać sobie przyjaciela w Paflagończyku (a słyszymy, że ma ochotę na wasze miasto i nadbrzeżne warownie), to spróbujemy okazać się jego przyjaciółmi i pomożemy mu w spełnieniu życzeń. Posłowie Synopy oburzyli się na te słowa. Jeden z nich powiedział, że nie przyszli po to, by wywołać wojnę, lecz w przyjaznych zamiarach. Potem obie strony doszły do porozumienia. Greccy najemnicy uważali bowiem, że Synopejczycy będą im potrzebni w ich dalszej drodze lądowej, bowiem posiadali oni wiedzę o Paflagonii. Hekatonymos, jeden z posłów, przepraszał za groźbę zawarcia przyjaźni z Paflagończykiem. Zaczął im opowiadać o Paflagonii, że zna ten kraj i ich siły. Wychwalał krainę, jako posiadającą piękne równiny i wysokie góry, konnicę lepszą od perskiej. Poinformował, że teraz Paflagończycy nie przybyli na wezwanie króla perskiego, gdy ich władca wysoko mierzy. Podał, że mają oni wojsko liczące ponad sto tysięcy ludzi. Poza tym, jej rzeki Termodont, Iris, Halys i Partenios są trudne do przeprawy.