Szaniawski był traktowany jak kułak i w związku z tym nałożono na niego dodatkowe podatki. W latach 50. rozpoczął się również konflikt z dyrektorem PGR-u, który według niektórych relacji miał nasyłać swoich pracowników, żeby rozkradali majątek Szaniawskiego i utrudniali funkcjonowanie gospodarstwa.
W początku odwilży 1 marca 1955 Związek Literatów Polskich zorganizował mu huczny jubileusz, po którym zaczął znowu wydawać i wystawiać. Krótkie sukcesy kolejnych dramatów – m.in. Łuczniczki i Dziewięciu lat – nie zmieniły jednak faktu, że Szaniawski najlepszy okres twórczy miał już za sobą. Okres ten zamknęła, na początku lat sześćdziesiątych, śmierć Wandy Natolskiej, oddanej mu gospodyni i lokatorki w dworku, bez której nie dałby sobie rady z niechętnym mu otoczeniem – w tym z sąsiadami, lokalnymi władzami i PGR-em, a także z coraz większym naporem cywilizacyjnym na spokojne i dzikie dotąd tereny, po zbudowaniu zapory w Dębem i powstaniu Zalewu Zegrzyńskiego.