Ofensywny zapał nie oznaczał jednak, iż Francuzi całkowicie zlekceważyli przeciwnika. Doskonale zdawali sobie sprawę, iż długie walijskie cisowe łuki stanowią poważne zagrożenie. W Anglii posługiwali się nimi oficjalnie od 1252 roku zamożniejsi chłopi (najczęściej wolni farmerzy, tzw. yeomani), rzemieślnicy i mieszczanie, którym królewskie prawa nakazywały ćwiczyć po niedzielnej mszy. To spośród nich na czas wojny powoływano oddziały, stanowiące zawsze co najmniej połowę monarszych sił. Sprawność yeomanów we władaniu tą bronią odczuli wcześniej nie tylko Francuzi, liczyli się z nią także angielscy szlachcice, którzy starali się nie prowokować plebejuszy do otwartych buntów. W 1359 w londyńskiej Tower składowano już 20 tys. długich łuków, 850 tys. strzał i 50 tys. cięciw.
Bitwa miała się rozegrać na niewielkiej przestrzeni otoczonej od wschodu lasem Tramecourt, od zachodu zaś lasem Azincourt, który wziął nazwę od niedużej wioski i górującego nad nią zamku. Tysiące ludzi ginąć miało na oddzielającym drzewa 800-metrowym polu, długim na około trzy kilometry. W nocy przed bitwą, gdy obie armie obozowały naprzeciwko siebie, rozpętała się burza, zamieniając równinę w grzęzawisko.