Natychmiast polecono Carpenterowi uruchomić je ręcznie, co spowodowało 15-sekundowe opóźnienie. Ponadto, na skutek pewnych niedokładności nawigacyjnych, statek zamiast pod kątem 34 stopni wszedł w atmosferę pod kątem zaledwie 25 stopni. W efekcie wodowanie odbyło się około 400 km dalej niż zaplanowano. Przez 45 minut trwała przerwa w łączności radiowej z astronautą, podczas której nikt na Ziemi nie wiedział, co się z nim stało. Tymczasem Carpenter po szczęśliwym wodowaniu opuścił kapsułę i przeniósł się na tratwę ratunkową. O godzinie 19.20 dostrzeżono go z samolotu i pół godziny później, zrzucono płetwonurków, ale na podjęcie przez helikopter musiał jeszcze czekać półtorej godziny. Po locie wyszły na jaw powody, dla których Carpenter m.in. musiał czekać na „wyłowienie”. Były dowódca ratowniczej służby lotniczej USA gen. Dubose w liście do senatorów poinformował, że samoloty mogły wyratować astronautę o półtorej godziny wcześniej, zanim to zrobiły okręty, rzecz jednak w tym, że dowództwo marynarki nie pozwoliło zabrać Carpentera na pokład samolotu, gdyż US Navy miała ambicje sama wyłowić astronautę, jako że był on jej oficerem.
Podczas swojej jedynej misji kosmicznej, Carpenter spędził w kosmosie 4 godziny 56 minut i 5 sekund.