Po pewnym czasie na miejscu pojawił się patrol funkcjonariuszy UB, wysłany przez mjra Władysława Spychaj-Sobczyńskiego, dowódcę kieleckiego UB.
Począwszy od pierwszego pojawienia się milicjantów, przed budynkiem przy ul. Planty 7 zaczął zbierać się wrogo nastawiony tłum przypadkowych osób. Zaniepokojeni Żydzi (doktor Seweryn Kahane, przewodniczący Komitetu Żydowskiego oraz jego zastępca Chil Alpert) telefonicznie starali się o odwołanie milicji oraz ochronę, dzwoniąc do komendanta wojewódzkiego UB, mjra Władysława Spychaj-Sobczyńskiego (byłego członka KPP), a nawet do NKWD, które odmówiło interwencji.
Pierwsza część pogromu (przed południem) Około godziny 10. rano przed budynkiem na ul. Planty 7 zgromadził się wrogo nastawiony tłum, wzburzony pogłoskami o porwaniu dziecka. Między godziną 10.00 a 10.30 pojawiły się oddziały Ludowego Wojska Polskiego i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, które obstawiły budynek, nie rozpraszając jednak zgromadzonego tłumu. Żołnierze i oddziały porządkowe nie zrobiły niczego, aby zażegnać groźną sytuację. Przeciwnie, według zeznań Chila Alperta (zastępcy przewodniczącego Komitetu Żydowskiego), który przebywał wówczas wewnątrz, żołnierze po przybyciu ostrzelali okna budynkuRelacja Chila Alperta w .