Wojska rojalistów zajmowały korzystniejsze pozycje, zasypując gradem kul oddziały przeciwnika, które mimo to utrzymały swoje pozycje, otrzymując wkrótce wsparcie w ludziach i amunicji. Największa zasługa przypadła w tym momencie dowódcy oddziału kolumbijskiego, José Miresowi, który na czele 100 ludzi odparł atak Hiszpanów. Gwałtowna strzelanina ponownie wyczerpała amunicję powstańców, w tej sytuacji Sucre zarządził atak na bagnety najbardziej doświadczonego w walkach oddziału kolumbijskiego, który miał uderzyć w centrum rojalistów.

Widząc zagrożenie, Nicolás López wysłał swój najlepszy batalion (1 Aragoński) w celu obejścia lewej flanki przeciwnika i uderzenia na jego tyły. Manewr ten nie przyniósł powodzenia, a batalion aragoński został powstrzymany. W tym momencie piechota powstańcza uderzyła na bagnety, rozbijając linię Hiszpanów. Około południa pobite oddziały rojalistyczne wycofały się do Quito, pozostawiając u wzgórza wulkanu 400 zabitych. Sucre utracił 200 zabitych i 140 rannych.

W wyniku porażki wojska rojalistów przestały stanowić istotne zagrożenie. Resztki oddziałów hiszpańskich rozpierzchły się po mieście ścigane przez powstańców. Następnego dnia po bitwie Hiszpanie skapitulowali. Do niewoli trafiło 1260 rojalistów, Aymerichowi pozwolono opuścić kraj.