Kilka dni przed końcem pobytu w Wietnamie przyjął propozycję likwidacji jednego z generałów północnowietnamskiej armii. W czasie trwającej kilka dni misji przekradał się przez cztery doby przez teren wroga aż do jego obozu. Oficera zastrzelił z odległości 700 metrów, gdy ten wychodził z chaty, będącej jego kwaterą, a wycofać się mógł tylko dlatego, że większość żołnierzy z obozu szukała go w pobliskim lesie, podczas gdy Hathcock zaczaił się w kupie liści na polanie zajętej pod obóz.

Po powrocie do USA zdecydował o zaciągnięciu się na kolejną turę w Wietnamie. W czasie drugiego pobytu w tym kraju został ranny, gdy jego transporter opancerzony najechał na minę przeciwczołgową. Hathcock doznał oparzeń drugiego i trzeciego stopnia na 40% powierzchni ciała, ale po wypadku wyciągnął z płonącego pojazdu jeszcze siedmiu żołnierzy. Za tę akcję zarekomendowano go do odznaczenia Medalem Honoru, ale odmówił twierdząc, że ranga zdarzenia była zbyt mała.

W sumie miał 93 potwierdzone trafienia i trzy razy więcej niepotwierdzonych, należał też do niego rekord celnego strzału z największej odległości, który ustanowił w lutym 1967 roku, zabijając partyzanta Vietcongu z ponad 2000 metrów.