W trakcie licznych ekspedycji Kingdon-Ward wielokrotnie cudem uniknął śmierci: drzewo roztrzaskało się o jego namiot, burza zniszczyła chatę w której mieszkał, w ciemności spadł z urwiska. Podczas podróży na pograniczu Asamu i Tybetu, przeżyli trzęsienie ziemi o sile 9,6–9,7 stopni w skali Richtera. Pomimo wielu podobnych zdarzeń nadal badał teren zbierając okazy.

Należy podkreślić, że w czasach, gdy podróżnicy w specyficzny sposób traktowali rdzenną ludność a dzikie zwierzęta służyły za ruchome cele, Kingdon-Ward wyróżniał się swoją postawą podróżując z niewielkim bagażem, zawsze uczciwie rozliczając się z miejscową ludnością. Podróżnik interesował się również antropologią i starał się szanować prawa i obyczaje rdzennych ludów.

Kilka roślin nazwano na cześć odkrywcy (np. Rhododendron wardii) lub jego żony (np. Lilium mackliniae).

Do końca życia Frank Kingdon-Ward pozostał aktywny. W latach 1952–1953 w trakcie wyprawy do Birmy, w dniu swoich 68 urodzin, wspiął się na wysokość ponad 3350 m, a w 1956 roku brał udział w kolejnej ekspedycji do Birmy, gdzie wciąż odkrywał nowe gatunki roślin. W kwietniu 1958 roku, w wieku 72. lat, Kingdon-Ward doznał udaru i zapadł w śpiączkę.