W latach 50. prawie w ogóle nie było krytycznych ocen Grahama w niemieckiej prasie, a każdy krytyczny głos odbierany był jako echo z nazistowskiej przeszłości. Dopiero w 1960 roku Hartmut Sierig z Hamburga krytycznie ocenił w kazaniu masowy charakter krucjat Grahama. Sierig ostrzegał, że krucjaty Grahama łatwo mogą się przekształcić w nacjonalistyczne spotkania. Frankfurter Allgemeine Zeitung opublikował fragmenty krytyki Sieriga, co wywołało falę protestów ze strony tych, którzy uczestniczyli w krucjatach.
We wschodnioniemieckiej prasie były wyłącznie negatywne oceny. Pisano, że jest lokajem amerykańskiego kapitalizmu, narzędziem chciwych nafciarzy z Teksasu, szpiegiem CIA. Neues Deutschland nazwał Grahama „religijnym szarlatanem” i twierdził, że widziano go w Paryżu z blondynką, niejaką „Beverly Shea”Wirt, s. 108..
Krucjaty ewangelizacyjne Grahama odniosły wielki sukces ponieważ towarzyszyła im nadzieja zmodernizowania religii oraz obawa przed sekularyzacją. Amerykański ewangelista wydawał się spełniać marzenia o rechrystianizacji Europy, a ponadto używał nowoczesnych technik ewangelizacyjnych, których niemiecki protestantyzm desperacko poszukiwał.