Wrócił jako inwalida z odmrożonymi stopami.” Zanim wrócił do Polski odmrożenia leczył w szpitalach w Brnie i Wiedniu.

Mimo inwalidztwa, w 1931 roku usamodzielnił się, rozpoczął budowę własnego domu. Sam wykonywał wszelkie prace stolarskie i snycerskie. Robił to na tyle sprawnie, że zaczęto go prosić o wykonywanie różnych detali. Naprawiał i wzbogacał kapliczki, wstawiał świątki w miejsca skradzionych rzeźb. Nie traktował takich zadań zarobkowo, gdy widział, że gdzieś skradziono z kapliczki świątka – dorabiał nowego i wstawiał.

Był niechętny sprzedaży swoich dzieł, o czym świadczy epizod z Witoldem Małcużyńskim, który również interesował się sztuką ludową. Małcużyński – wspólnie z miejscowym proboszczem (parafii w Dębnie) – odwiedził Janosa. Proboszcz tak zrelacjonował tę wizytę: „Józef tym razem wpuścił nas do izby, choć humoru nie miał. Małcużyński, żeby mu się przypodobać, mówi, że ma już jed­ną jego rzeźbę. »Mogę odkupić« – odburknął Józef Janos. »Józefie, pan Małcużyński to wielki artysta, odwiedza go wielu znanych ludzi, jak mu sprzedacie rzeźbę, będą ją oglądać wielcy ludzie, będziecie znani« – próbowałem go przeko­nać.