7 lutego odprowadzono go do rodzinnego Sahuayo i uwięziono w kościele parafialnym, sprofanowanym i zdewastowanym przez wojska federalne. Miejscowy burmistrz (alcalde) Rafael Picazo zaproponował chłopcu dwie możliwości uniknięcia kary śmierci: wpłatę 5000 pesos albo dobrowolne wstąpienie do państwowej szkoły wojskowej. Ponieważ odmówił, w prowizorycznym więzieniu przetrzymano go do 10 lutego. Nocą z 7/8 lutego napisał do rodziców: „Moja kochana mamo, zostałem schwytany podczas dzisiejszej bitwy. Myślę o chwili, kiedy przyjdzie mi umrzeć. Nic to jednak, Mamo. Powinnaś zgodzić się z wolą Pana Boga. Umieram szczęśliwy u boku Naszego Pana. Nie chcę, żebyś się martwiła moją śmiercią. Powiedz raczej moim braciom, bo poszli w ślady najmłodszego spośród nas, tak wypełnisz wolę Bożą. Odwagi! Udziel mi swego błogosławieństwa razem z błogosławieństwem ojca. Pozdrów wszystkich ostatni raz. Otrzymacie serce Waszego syna, który Was oboje kocha i chciałby zobaczyć Was jeszcze przed śmiercią”.
Był torturowany, również za pozabijanie kur trzymanych przez żołnierzy w sprofanowanej świątyni.