W 1238 r. Ruś najechały mongolskie armie Batu-chana, które podeszły w okolice Smoleńska. Sam Batu-chan zaczął przygotowywać się do oblężenia, a następnie zdobycia miasta. Mieszkańcy grodu bojąc się o swój los tłumnie zapełniali rozliczne cerkwie, a w szczególności Sobór Zaśnięcia Matki Bożej, gdzie modlili się o wybawienie od niechybnej zguby. Matka Boska miała wysłuchać żarliwych próśb swojego ludu. Ukazała się mnichowi-zakrystianowi w jednym z lokalnych monasterów za Dnieprem i poleciła sprowadzić Merkurego, który akurat modlił się pod „swoim” krzyżem. Mnich zgodnie z poleceniem odnalazł go i zaprowadził do jednej z klasztornych cerkwi. Tam znów ukazała się Matka Boska z Dzieciątkiem Jezus, otoczona przez zastępy anielskie. Rzekła do Merkuriusza:

Merkury czując się niegodnym powierzonej mu misji, próbował oponować, ale w końcu podjął się ruszyć do walki z tatarskimi najeźdźcami. Otrzymał oręż, zbroję i konia, a także błogosławieństwo. Wkrótce dotarł do mongolskiego obozu i tam sam jeden stoczył walkę z wrogiem, którego hufce rozbił. Przy okazji uwolnił także wziętych w jasyr jeńców chrześcijańskich. Batu-chan widząc niespodziewaną i całkowitą klęskę swych wojsk, przestraszył się i zrezygnował z pomysłu zdobywania Smoleńska. Sam musiał ratować się ucieczką z niewielkim tylko oddziałem.