Torpedy ustawione były na głębokość 90 centymetrów, wystrzelone zaś w wachlarzu o rozstawie 90 metrów. Wkrótce potem, dokładnie o przewidzianym czasie, akustyk okrętu usłyszał 4 eksplozje, a prywatnie Loughlin mógł czuć satysfakcję z perfekcyjnego trafienia czterech torped w 90-metrowy niszczyciel, co nie było wcale łatwe. Queenfish podszedł do rejonu zatopienia w celu podniesienia rozbitków, jednak na miejscu znaleziono jedynie plamę oleju napędowego i między 15 a 20 ludzi trzymających się pływających szczątków, z których jeden zgodził się wejść na pokład okrętu podwodnego. Rozbitek był w złej kondycji, fizycznej, toteż dopiero po kilku godzinach dowódca okrętu poznał prawdę - zatopił Awa Maru.
Kmdr Loughlin natychmiast powiadomił admirała Lockwooda o swoim błędzie. Dowódca floty po otrzymaniu wiadomości, czuł się zmartwiony trzema sprawami. Po pierwsze, iż incydent wywoła międzynarodowy skandal porównywalny ze sprawą zatopienia przez Niemców Lusitanii na czym ucierpi wizerunek Stanów Zjednoczonych, po drugie, że Japończycy mogą "wziąć barbarzyński odwet" na amerykańskich jeńcach wojennych - zwłaszcza na pojmanych członkach załóg okrętów podwodnych, po trzecie zaś obawiał się, że w imię załatwienia sprawy, może zostać poświęcony kmdr Loughlin - jeden z jego najlepszych dowódców.