Gdy śledztwo utknęło w martwym punkcie, jeden ze śledczych zwrócił uwagę na zaskakujący fakt. Po katastrofie spora część szczątków samolotu zatonęła, jedynie część kadłuba i obydwa skrzydła unosiły się na powierzchni wody. Jednak skrzydło wypełnione prawie toną paliwa nie powinno swobodnie się unosić na wodzie; nie stwierdzono również, by na powierzchni wody pojawiła się plama paliwa lotniczego wskazująca na wycieknięcie go już po rozbiciu maszyny. Śledczy postanowili przyjrzeć się bliżej paliwomierzom samolotu.

Bardzo szybko okazało się, że natrafiono na właściwy trop: poprzedniego dnia dokładnie ta sama załoga zgłosiła mechanikom problem z paliwomierzem - ciekłokrystaliczne wyświetlacze nie funkcjonowały prawidłowo, uniemożliwiając odczyt poziomu paliwa. Mechanicy wymienili felerny paliwomierz. Jak się jednak okazało, Tuninter miał w swojej flocie dwa modele samolotów ATR - oprócz ATR 72 także mniejszy ATR 42. Samoloty te wykorzystywały dwa różne modele paliwomierzy - w ATR 72 używano modelu 2500, w ATR 42 - 2250. Modele te wyglądały dokładnie identycznie (różniły się jedynie oznaczeniem na przedniej ściance), jednak nie wolno było stosować ich zamiennie - zbiorniki paliwa w obydwu samolotach różniły się wielkością i wskazania czujników zostałyby błędnie zinterpretowane przez paliwomierz.