Dnia 4 kwietnia duńska flotylla pojawiła się w rejonie Eckernförde i zakotwiczyła poza zasięgiem ognia baterii. Następnego dnia Duńczycy podjęli działania: Paludan nie chciał zaryzykować desantu bez zniszczenia baterii nadbrzeżnych, zakotwiczył więc okręty naprzeciw pozycji niemieckich. Nie skoncentrował jednak ognia na jednej z nich, lecz ustawił okręty na środku cieśniny tak, by działami z prawej burty strzelać do północnej baterii, a działami z lewej - do południowej. Nie była to dobra decyzja, bo najsilniejsze okręty strzelały na granicy efektywnej donośności dział, przez co niezbyt skutecznie (korweta mogła ostrzeliwać tylko baterię północną). Po dwóch godzinach walki, wystrzeliwszy 4000 pocisków, Duńczycy uszkodzili jedną 24-funtową armatę nadbrzeżną, lecz korweta musiała się wycofać na skutek uszkodzeń. Obrońcy strzelali rozżarzonymi kulami łańcuchowymi, powodując pożary - ok. 10 rano, po czterech godzinach walki, fregata „Gefion” też była już poważnie postrzelana. Obrońcy stracili co prawda drugie ciężkie działo, ale przybyły im z pomocą dwa bataliony piechoty, co czyniło próbę desantu bardzo ryzykowną. Dowódca duński nie chciał się jednak wycofać: podciągnął oba okręty w pobliże baterii północnej i kontynuował ostrzał.