Django nie pojawił się także w Stanach Zjednoczonych ze względu na problemy ze znalezieniem dystrybutora.
Brytyjski historyk filmu Howard Hughes odczytał w Django rewizję zarówno motywów pochodzących z hollywoodzkich filmów kowbojskich, jak i ze spaghetti westernów. W porównaniu z Za garść dolarów, w którym dwa gangi układały się ze sobą, w filmie Corbucciego porozumienie jest właściwie niemożliwe – obie strony cechują się fanatyzmem w eliminacji wroga. Zamiast urokliwych krajobrazów Dzikiego Zachodu widzowie ujrzeli krainę błota zroszoną deszczem. Miasteczko westernowe, w typowych filmach gatunku pełne życia, w Django liczy zaledwie sześć osób prowadzących burdel. Sam Django stanowi bardziej typ samotnego antybohatera niż szlachetnego jeźdźca znikąd, ponadto prawie nigdy nie jeździ konno. Utwór cechują niewielkie dawki specyficznego, czarnego humoru. Hughes zauważył także silną inspirację reżysera włoskimi horrorami gotyckimi, wyrażoną przez kontrastowe barwy, rozproszone oświetlenie oraz obecność cmentarza.