Jerzy Lisowski, który współpracował z nią przy tłumaczeniu dramatów Geneta, określił ją mianem swojej mistrzyni.
Mimo zasług jako tłumaczki i redaktorki oraz cenienia w środowisku, nie szukała rozgłosu. Podczas spotkania Sekcji Przekładowej ZLP z Julianem Rogozińskim (5 maja 1953), z którym pracowała przy Komedii ludzkiej, tylko raz zabrała głos, na prośbę prowadzącego spotkanie. W prasie pozostało po niej niewiele wzmianek, jednej wypowiedzi udzieliła dla miesięcznika „Nowe Książki” (nr 2 z 1972), w której przedstawiła plany wydawnictwa dotyczące literatury z Ameryki Południowej, bez żadnych osobistych akcentów.. Jedynym przekładem, który opatrzyła swoim szerszym komentarzem był Portret damy H. Jamesa, do którego napisała erudycyjny wstęp..
Tłumaczenia Skibniewskiej wznawiano i komentowano wiele lat po jej śmierci. O jej dokonaniach wypowiadali się z uznaniem między innymi Marek Paryż. i Maciej Płaza.. Z kolei Krzysztof Majer w eseju o polskich przekładach Flannery O’Connor polemicznie odniósł się do niektórych wyborów Skibniewskiej (zwłaszcza pewnej zachowawczości w tłumaczeniu dialogów), doceniając zarazem jej kunszt opisowy..