Temu ostatniemu twierdzeniu przeczą jednak zdjęcia potwierdzające jej obecność podczas defilady zwycięstwa odbieranej przez Hitlera w Warszawie (5 października 1939).

Do masakry w Końskich i obecności Leni Riefenstahl na miejscu zbrodni nawiązał także w swych wspomnieniach feldmarszałek Erich von Manstein (w czasie kampanii wrześniowej szef sztabu Grupy Armii „Południe”). Mord na ponad 20 Żydach opisał jako „bezmyślną strzelaninę na stłoczonym placu targowym” spowodowaną „nerwowością jednego oficera – przeciwlotnika”. Fakt postawienia sprawcy przed sądem przytoczył natomiast jako „dowód” na rzekome dokładanie starań przez generalicję Wehrmachtu, aby polska ludność cywilna była traktowana w sposób humanitarny.

Odpowiedzialność sprawców Podporucznik Brunon Kleinmichel stanął przed niemieckim sądem wojennym, który uznał, że oskarżony „z premedytacją zabijał ludzi, nie zastanawiając się, co robi”. Za okoliczność łagodzącą uznano jednak fakt, że jego czyn był spowodowany przypuszczeniem, iż partyzanci bestialsko okaleczyli ciała poległych niemieckich żołnierzy. Ostatecznie Kleinmichel został skazany na dwa lata więzienia i degradację.