Zdecydowano się płynąć bez zawijania do portów. Po 25 dniach, w pobliżu Westmannaeyjar Islands, gdy widoczny już był Vatnajökull, rozpoczął się kilkudniowy, silny sztorm. Gdy sztorm ucichł, udało się ustalić położenie jachtu – na podstawie pomiarów wysokości ledwo widocznego słońca, wykonanych sekstantem przez L. Mączkę – i dotrzeć do portu we mgle „gęstej jak nieoszukana śmietana”, co wywołało podziw tubylczych żeglarzy. W drodze powrotnej „Witeź” znów walczył z silnym sztormem (wiatr do 10 B). Wspominając te dni L. Mączka używał zwrotów: „fale były jak kamienice”, „takich fal jak dotąd nie widziałem”, „jak wtedy to przetrwaliśmy, nie wiem do dziś”. Załoga odniosła jeszcze inny sukces:
„Witeź II” był pierwszym polskim jachtem, który dotarł do Islandii. Dokonał tego przebywając 3767 Mm w złych warunkach meteorologicznych, bez silnika, echosondy i radaru (jednostronny kontakt z lądem zapewniało tylko radio „Szarotka”)