Niemieccy żołnierze byli przekonani, że polska ludność cywilna brała aktywny udział w walce. W atmosferze bitewnego zamieszania przypadkowe strzały oddawane przez niedoświadczonych rekrutów nierzadko były uznawane za „dowód” na obecność partyzantów. Brakuje jednak jakichkolwiek przesłanek, które mogłyby potwierdzić tezę, iż mieszkańcy Zimnowody i Parzymiech wystąpili zbrojnie przeciw niemieckim żołnierzom. W zeznaniach polskich świadków, a także w oficjalnych niemieckich raportach, nie pojawiają się bowiem informacje o znalezieniu broni należącej do osób cywilnych, czy też powołaniu sądu polowego, którego zadaniem było osądzenie „partyzantów”. Nie schwytano także żadnego polskiego cywila z bronią w ręku. Niemniej jeszcze tego samego dnia żołnierze Wehrmachtu przystąpili do brutalnej akcji odwetowej, której ofiarą padli mieszkańcy Zimnowody i Parzymiech.

W dzienniku działań bojowych II dywizjonu 19 pułku artylerii zapisano pod datą 1 września 1939, że: „w celu ochrony przed dalszymi atakami [ze strony mieszkańców] obie miejscowości zostały spalone”. Owa wersja wydarzeń została także powielona w wydanej po zakończeniu wojny monografii nt. historii 19 Dywizji Piechoty (wyd. 1958).