Niemcy zamordowali także gospodarza Gierczaka, jego ciężarną żonę, dwójkę dzieci i siostrzeńca. Świadkowie zeznawali, że dzieci zatłuczono na śmierć kolbami karabinów. Liczba ofiar byłaby zapewne większa, gdyby nie kilkukrotne interwencje poszczególnych niemieckich żołnierzy i oficerów. W ten sposób ocalała m.in. grupa ok. 25-100 mieszkańców Zimnowody, których zamierzano rozstrzelać z powodu strzału, jaki miał paść w kierunku niemieckich żołnierzy. Do masakry nie doszło, gdyż jeden z żołnierzy oznajmił, że feralny strzał został oddany przez Niemca.
Około 100 ocalałych mieszkańców Zimnowody podzielono na mniejsze grupy i rankiem 2 września wywieziono do Rzeszy. Niewiele brakowało, aby doszło wówczas do kolejnej masakry. Grupę ok. 30 Polaków prowadzono bowiem do pobliskiego Julianpola, gdy do maszerującej kolumny podjechała samochodami grupa żołnierzy należących do innego niemieckiego oddziału. Cywilów obrzucono obelgami, ustawiono w szeregu, po czym przygotowano karabiny maszynowe. Egzekucję powstrzymała w ostatniej chwili zdecydowana interwencja przejeżdżającego w pobliżu niemieckiego oficera. Polaków starał się także ochronić jeden z konwojentów, mimo iż rozwścieczeni żołnierze grozili mu śmiercią.
Ofiary