Ludzie podchodzili, niektórym dawałem za darmo, komuś sprzedałem za pół ceny, z jakimiś Rosjanami dokonałem barteru – oni dali zabawki, ja im kilka egzemplarzy. Wymieniłem gazety na butelkę wódki. To było takie zupełnie dzikie wejście w dziki kapitalizm. Praca redakcji była całkowicie społeczna. Był tygodnikiem i składał się z 8 stron formatu A4. Zawierał dużo użytecznych, praktycznych informacji, dla ludzi, którzy przybyli ze Wschodu i czuli się zagubieni w Warszawie – ile aktualnie kosztuje bilet na tramwaj czy autobus i gdzie można go kupić, poprzez adresy hoteli i jadłodajni, wskazówki, jakich formalności należy dopełnić, by ewentualnie podjąć pracę zarobkową w Polsce, publikowano spisy podstawowych dla cudzoziemca telefonów, adresy aptek, szpitali, nocnych sklepów, informacje celne. A także informacje o warszawskich targowiskach, poradę jak otrzymać zaproszenie do Polski, dostać wizę. W Rosyjskim Kurierze Warszawskim wydrukowano w swoim czasie mapę Polski z zaznaczonymi najważniejszymi drogami i połączeniami kolejowymi oraz nazwami wszystkich miast wojewódzkich, przetłumaczonymi na rosyjski. Z czasem stał się pismem czytanym w całej Polsce.