Przeprowadził bezpiecznie pilota do amerykańskich posterunków, po raz pierwszy stykając się z żołnierzami Korpusu.
Od tej chwili Vouza pełnił rolę wywiadowcy na tyłach wroga. 20 sierpnia, podczas jednej z takich misji, został ujęty przez żołnierzy płk. Ichikiego, dowodzącego batalionem japońskiego 28 Regimentu Piechoty. Japończycy, którzy znaleźli w przepasce biodrowej Vouzy miniaturę amerykańskiej flagi, przywiązali go do drzewa i zaczęli torturować, by wydobyć zeń informacje na temat dyslokacji wojsk alianckich. Vouza − mimo kilkugodzinnego przesłuchania − nie powiedział nic, został więc pchnięty bagnetami w ramiona, korpus i twarz, po czym zostawiony na śmierć.
Gdy Japończycy odeszli zdołał przegryźć krępujące go więzy i − mimo ran − pokonać wiele mil gęstej dżungli, by dotrzeć do pozycji amerykańskich. Tam, zanim jeszcze zajął się nim chirurg, ppłk Stanley Radzyminski, zdążył ostrzec ppłk. Pollocka, którego 2. batalion 1 Pułku Marines zajmował pozycje u ujścia rzeki Ilu (Tenaru), że około 500−900 Japończyków może uderzyć w każdej chwili. To ostrzeżenia dało marines 10 bezcennych minut, w którym to czasie zdołali przygotować się do obrony.