z biegiem czasu stosunki między nimi stały się co najmniej chłodne.

By móc pracować, ale również by oddalić się od „pozbawionych głębi” dyskusji filozoficznych w Cambridge, Wittgenstein wyjechał do Skjolden w Norwegii (przez jakiś czas towarzyszył mu tam G.E. Moore), dokąd później wielokrotnie wracał. Tuż przed wybuchem I wojny światowej rozdał wielką fortunę odziedziczoną po ojcu. W 1914 znacząco wspierał finansowo poetę Rainera Marię Rilkego, którego poezję cenił bardziej niż własne prace. W tym też roku zgłosił się jako ochotnik do wojska i udał się do Wiednia, skąd wyruszył na wojnę.

W latach 1914–1915 przebywał w Krakowie, pełniąc służbę w 2. regimencie artylerii fortecznej. Wśród obdarowanych przez Wittgensteina stypendystów był także młody poeta, Georg Trakl. Los sprawił, że obu ich przydzielono do twierdzy Kraków. Trakl wyjechał tam pierwszy. Wkrótce w jego ślady podążył Wittgenstein, przydzielony jako kanonier do patrolowego okrętu „Goplana”, który pływał po Wiśle między Sandomierzem a Zatorem. W Krakowie Wittgenstein dowiedział się, że poeta próbował popełnić samobójstwo i jest w szpitalu, przełożył więc spotkanie, na które umówili się jeszcze w Wiedniu. Rozpoczął zwykłą żołnierską służbę. Dnie upływały mu na rajdach zwiadowczych w stronę granicy i dyżurach w kancelarii (nb.